O naturze bogów

Autor: Marek Tulliusz Cyceron

się uśmiechasz, a jednak
tak się rzecz ma. Zresztą dla nas, którzy za zgodą
dawnych filozofów kochamy się w młodzieńcach,
często miłe są nawet pewne wady. Na przykład
Alceusz zachwyca się znamieniem na palcu u chłopca;
znamię jest skazą na ciele, a jednak wydawało mu
się czymś powabnym. Kwintus Katulus, ojciec tego
naszego kolegi i przyjaciela, pokochał twojego współ-
ziomka Roscjusza, o którym napisał nawet taki
oto wiersz:
Stanąłem właśnie, by pozdrowić wschodzącą Aurorę, / Gdy
niespodzianie z lewej strony zjawił się Roscjusz. / Za waszym
pozwoleniem, o niebianie, powiem, / Że śmiertelnik wydaje
mi się piękniejszy od bóstwa.
Uważał go więc za piękniejszego od bóstwa! Tym-
czasem Roscjusz miał, tak jak ma do dnia dzisiej-
szego, bardzo zezowate oczy. Lecz jakież to ma
znaczenie, jeśli to właśnie wydawało się Katulu-
sowi pociągające i pełne wdzięku? Ale wracani do
bogów. Czyż nie wydaje nam się, że są wśród nich
nie tyle całkiem zezowaci, ile zezem spoglądający?
Czyż nie sądzimy, że niektórzy mają znamiona,
inni płaskie nosy, obwisłe uszy, szerokie czoła, wielkie
głowy —jak jest pomiędzy nami? Czy może wszystko
jest u nich bez błędu? Niech i tak będzie, jak wy
chcecie. Ale czy wszyscy mają jednakowe twarze?
Bo jeśli różne, to nieuchronnie jedna musi być
piękniejsza od drugiej, a więc pewni bogowie


Strony: