Mowa w obronie poety Archiasza

Autor: Marek Tulliusz Cyceron

/> stało wieści o jego talencie, a podziw wywołany przybyciem przechodził ocze-
kiwanie. Italia była wówczas pełna greckich sztuk i nauk; studia te uprawia-
ne były w Lacjum w tych samych miastach, choć z większym niż dzisiaj za-
pałem, a i tu w Rzymie dzięki panującemu w państwie spokojowi cieszyły
się zainteresowaniem. Toteż zarówno Tarentyjczycy i Loktyjczycy, jak
mieszkańcy Regium i Neapolu, nadali Archiaszowi prawo obywatelstwa
i wszelkie inne zaszczytne wyróżnienia, a wszyscy, którzy mogli wydawać
jakieś sądy o talencie, uznali go za godnego znajomości i gościny. Kiedy dzięki
temu rozgłosowi, jeszcze nieobecny, już był nam znany, za konsulatu
Mariusza i Katullusa2 przybył do Rzymu. Przede wszystkim zastał jako
konsulów ludzi, z których jeden mógłby dostarczyć pisarzowi wspaniałego
tematu, drugi zaś zarówno poddać mu temat z zakresu swej działalności, jak
okazać zainteresowanie i zrozumienie. Ponieważ Archiasz nosił jeszcze
wówczas togę bramowaną, przyjęli go zaraz do swego domu Lukullusowie3.
I nie tylko jego talent i wykształcenie literackie, lecz w równym stopniu jego
wrodzone zalety sprawiły, że dom, który pierwszy okazał mu życzliwość
w młodości, był mu także na stare lata najbardziej przyjazny. W tamtych
czasach okazywał mu sympatię ów słynny zwycięzca Numidów, Kwintus
Metellus, i jego syn Pius, słuchał go Marek Emiliusz, w bliskich stosunkach
żyli z nim


Strony: