Mowa w obronie Plancjusza
Autor: Marek Tulliusz Cyceron
/>
132 Tzn. wrogi Cyceronowi Publiusz Klodiusz.
rwanie sobie mojej osoby. Znalazłem schronienie w ogrodach Marka Flak-
kusa 133. Ten, choć straszono go na różne sposoby: konfiskatą majątku,
wygnaniem, śmiercią — wolał, gdyby zaszła potrzeba, narazić się na te
wszystkie kary, niż odmówić schronienia mojej głowie. Przez niego i jego
ojca, roztropnego i dobrego starca, przez jego brata oraz jego i jego brata
synów wsadzony na pewny, bezpieczny statek, żegnany serdecznymi życze-
niami powrotu, popłynąłem do życzliwego mi Dyrrachium. Kiedy tam
przybyłem, dowiedziałem się, o czym już słyszałem, że w Grecji pełno jest
zbrodniarzy i niegodziwców, którym mój sławny konsulat wytrącił z ręki
zabójcze żelazo i zniszczeniem grożące żagwie. Zanim mogli się dowiedzieć
o moim przybyciu, a byli oddaleni tylko o parę dni drogi, udałem się do
Macedonii do Plancjusza. Ten, skoro tylko dowiedział się, że przeprawiłem
się przez morze — słuchaj, słuchaj uważnie, Laterensie, żebyś wiedział, co
zawdzięczam Plancjuszowi, i byś wreszcie przyznał, że to, co czynię dla
niego, robię z wdzięczności i poczucia obowiązku, jeśli bowiem nie pomo-
że mu to, co dla mnie zrobił, na pewno nie może mu zaszkodzić — otóż
skoro tylko usłyszał, że przybiłem do Dyrrachium, wyruszył do mnie
w szacie żałobnej, odesławszy liktorów i zdjąwszy oznaki swej władzy.
O, jakież gorzkie, sędziowie, jest
rwanie sobie mojej osoby. Znalazłem schronienie w ogrodach Marka Flak-
kusa 133. Ten, choć straszono go na różne sposoby: konfiskatą majątku,
wygnaniem, śmiercią — wolał, gdyby zaszła potrzeba, narazić się na te
wszystkie kary, niż odmówić schronienia mojej głowie. Przez niego i jego
ojca, roztropnego i dobrego starca, przez jego brata oraz jego i jego brata
synów wsadzony na pewny, bezpieczny statek, żegnany serdecznymi życze-
niami powrotu, popłynąłem do życzliwego mi Dyrrachium. Kiedy tam
przybyłem, dowiedziałem się, o czym już słyszałem, że w Grecji pełno jest
zbrodniarzy i niegodziwców, którym mój sławny konsulat wytrącił z ręki
zabójcze żelazo i zniszczeniem grożące żagwie. Zanim mogli się dowiedzieć
o moim przybyciu, a byli oddaleni tylko o parę dni drogi, udałem się do
Macedonii do Plancjusza. Ten, skoro tylko dowiedział się, że przeprawiłem
się przez morze — słuchaj, słuchaj uważnie, Laterensie, żebyś wiedział, co
zawdzięczam Plancjuszowi, i byś wreszcie przyznał, że to, co czynię dla
niego, robię z wdzięczności i poczucia obowiązku, jeśli bowiem nie pomo-
że mu to, co dla mnie zrobił, na pewno nie może mu zaszkodzić — otóż
skoro tylko usłyszał, że przybiłem do Dyrrachium, wyruszył do mnie
w szacie żałobnej, odesławszy liktorów i zdjąwszy oznaki swej władzy.
O, jakież gorzkie, sędziowie, jest
Strony: