Mowa w obronie Plancjusza

Autor: Marek Tulliusz Cyceron

walczyć z wiatrem, czy raczej poddać mu
się w pełni, zwłaszcza jeśli to jest droga ocalenia. Ja zaś i naocznie to stwier-
dziłem, i czytałem w dziełach poświęconych najmądrzejszym i najsławniej-
szym ludziom u nas i w obcych krajach, że ludzie ci nie zawsze obstawali
przy tym samym stanowisku, tylko bronili takiego, jakiego domagała się
sytuacja w państwie, potrzeba chwili i wzgląd na zachowanie zgody. Taka
była zawsze i będzie moja taktyka, Laterensie, a wolności, co do której masz
zastrzeżenia, ja ani nie straciłem, ani nie stracę nigdy. Moim zdaniem, po-
lega ona nie na uporze, ale na pewnym umiarkowaniu.
Przystępuję teraz do twojego ostatniego zarzutu, w którym stwierdziłeś,
że ja chwaląc zasługę Plancjusza robię z igły widły, a kamień nagrobny czczę
jak boga. Nie groziła mi bowiem żadna zasadzka ani śmierć. Chętnie zdam
pokrótce sprawę z tego okresu mego życia. Żaden okres w moim życiu nie
był głośniejszy, żaden bardziej znany z moich własnych lub cudzych wzmia-
nek. Uchodząc bowiem, Laterensie, z pożogi grożącej ustawom, prawom,
senatowi i wszystkim dobrym obywatelom, kiedy pożar mojego domu,
gdybym nie był zachował spokoju, groził zagładą miastu i całej Italii, zamy-
ślałem udać się na Sycylię, która była mi bliska, jak dom, a przy tym
pozostawała pod zarządem Gajusza Wergiliusza131, z którym łączyła mnie
dawna zażyłość i przyjaźń, jego koleżeństwo


Strony: