Mowa w obronie Plancjusza
Autor: Marek Tulliusz Cyceron
mniejszych
zgromadzeń wyborczych kandydaci zdobywają urząd dzięki własnym zabie-
gom i sympatii, a nie tym zaletom, jakie obserwujemy u ciebie. Bo co się
tyczy ludu, to przy przyznawaniu urzędów jest on zawsze stronniczym
sędzią: nienawidzi kandydata albo mu sprzyja. A przecież nie możesz,
Laterensie, wymienić takiej zalety, która by była twoją wyłączną cechą, której
byś nie dzielił z Plancjuszem. Ale o tym wszystkim będzie mowa gdzie
indziej. Teraz chodzi mi jedynie o uprawnienie ludu, który może i nieraz
zwykł pomijać godnych. I jeżeli lud pominął obywatela, który na to nie
zasłużył, to sędziowie nie powinni potępiać człowieka, którego nie pomi-
nięto. Gdyby panowały takie zwyczaje, to sędziowie mieliby władzę, jakiej
za czasów naszych przodków nie mogli osiągnąć senatorowie, mogliby
mianowicie krytykować decyzje zgromadzenia albo nawet zdobyliby jakieś
jeszcze trudniejsze do zniesienia przywileje. Wtedy bowiem obywatel, któ-
ry zdobył urząd, nie sprawował go, jeśli senatorowie go nie zatwierdzili2.
Teraz zaś żądają od was, żebyście przez wygnanie obywatela, który został
wybrany, zlekceważyli decyzję narodu rzymskiego. Ponieważ wszedłem do
tej sprawy nie tymi drzwiami, co chciałem, mam nadzieję, że moja mowa
tak dalece nie będzie budzić najmniejszego podejrzenia o chęć urażenia cię,
iż raczej będę cię ganił za to, że swoją godność narażasz na niepewny
zgromadzeń wyborczych kandydaci zdobywają urząd dzięki własnym zabie-
gom i sympatii, a nie tym zaletom, jakie obserwujemy u ciebie. Bo co się
tyczy ludu, to przy przyznawaniu urzędów jest on zawsze stronniczym
sędzią: nienawidzi kandydata albo mu sprzyja. A przecież nie możesz,
Laterensie, wymienić takiej zalety, która by była twoją wyłączną cechą, której
byś nie dzielił z Plancjuszem. Ale o tym wszystkim będzie mowa gdzie
indziej. Teraz chodzi mi jedynie o uprawnienie ludu, który może i nieraz
zwykł pomijać godnych. I jeżeli lud pominął obywatela, który na to nie
zasłużył, to sędziowie nie powinni potępiać człowieka, którego nie pomi-
nięto. Gdyby panowały takie zwyczaje, to sędziowie mieliby władzę, jakiej
za czasów naszych przodków nie mogli osiągnąć senatorowie, mogliby
mianowicie krytykować decyzje zgromadzenia albo nawet zdobyliby jakieś
jeszcze trudniejsze do zniesienia przywileje. Wtedy bowiem obywatel, któ-
ry zdobył urząd, nie sprawował go, jeśli senatorowie go nie zatwierdzili2.
Teraz zaś żądają od was, żebyście przez wygnanie obywatela, który został
wybrany, zlekceważyli decyzję narodu rzymskiego. Ponieważ wszedłem do
tej sprawy nie tymi drzwiami, co chciałem, mam nadzieję, że moja mowa
tak dalece nie będzie budzić najmniejszego podejrzenia o chęć urażenia cię,
iż raczej będę cię ganił za to, że swoją godność narażasz na niepewny
Strony: