Mowa w obronie Plancjusza

Autor: Marek Tulliusz Cyceron

Laterensie, że mogłem użyć tych sił, sprzyjających mi i poru-
szonych. Lecz trzeba było walczyć na innej drodze niż na drodze prawa,
ustaw i dyskusji. Nie zabrakłoby mi zapewne, zwłaszcza w tak słusznej
sprawie, słów, z których inni często tak obficie czerpali. Orężem trzeba było
walczyć, orężem, powiadam. I byłaby zginęła rzeczpospolita, gdyby tą bro-
nią niewolnicy i ich przywódcy byli wycięli senat i dobrych obywateli.
Chwalebne to byłoby, przyznaję, gdyby dobrzy obywatele pokonali byli
zbrodniarzy i gdybym był widział wynik tej zwycięskiej walki. Gdzieżbym
jednak miał był na usługi tak dzielnych konsulów jak Lucjusz Opimiusz,
Gajusz Mariusz121 czy Lucjusz Flakkus122, pod których dowództwem rzecz-
pospolita orężem pokonała zuchwalców — albo jeśli nie tak dzielnych, to
przynajmniej tak sprawiedliwych, jak Publiusz Mucjusz123, który po zamor-
dowaniu Tyberiusza Grakcha124 dowodził, że Publiusz Scypio, chwytając
za broń jako człowiek prywatny, miał do tego święte prawo. Trzeba by więc
było walczyć z konsulami. Powiem tylko tyle, że widziałem wielu poważ-
nych przeciwników i zdawałem sobie sprawę, że nikt nie pomści mojej
śmierci. Jeżeli więc dla swego ocalenia nie skorzystałem z owej pomocy,
ponieważ nie chciałem walczyć, przyznam to, czego sobie życzysz: nie brakło
mi pomocy, ale ja się od przyjęcia tej pomocy uchyliłem. Jeżeli zaś uważa-
łem, że im


Strony: