Mowa w obronie Plancjusza

Autor: Marek Tulliusz Cyceron

/> jesteście złoczyńcami ani pieniaczami, wobec czego nie powinniście dbać
o moją życzliwość. Jakbym nie wolał, by moja pomoc — jeżeli jakąś można
u mnie znaleźć — była raczej gotowa służyć moim przyjaciołom, niż by
im była potrzebna. O sobie śmiem tylko powiedzieć, że moja przyjaźń
więcej ludziom sprawiła przyjemności, niż przyniosła pomocy, i byłbym
bardzo niezadowolony z mego życia, gdyby wśród moich przyjaciół było
jedynie miejsce dla pieniaczy i złoczyńców.
Ale nie wiem, dlaczego tak często mi to wypominasz i tak obszernie się
nad tym rozwodzisz, że nie chciałeś odłożyć rozprawy do igrzysk106, bym
ja swoim zwyczajem dla wzbudzenia litości nie mówił czegoś o wozach
świętych 107, co robiłem przedtem w obronie innych edylów. Osiągnąłeś
przez to pewne wyniki, bo odebrałeś mi możność wprowadzenia ozdób
retorycznych do mojej mowy. Narażę się na kpiny, jeśli wspomnę o świę-
tych wozach, skoro ty o tym uprzedziłeś. Bez wozów zaś, cóż będę mógł
powiedzieć? Dodałeś także, że ja po to wyznaczyłem moim prawem108 karę
wygnania za przekupstwo, żeby móc wygłaszać bardziej płaczliwe epilogi.
Czy nie wydaje się wam, że rozprawiam z jakimś deklamatorem, a nie
człowiekiem zaprawionym do pracy w sądzie? „Nie byłem bowiem na
Rodos" 109 — mówi, chcąc podkreślić, że ja tam byłem. „Ale byłem dwu-
krotnie w Bitynii." 110 Myślałem, że


Strony: