Mowa w obronie Plancjusza

Autor: Marek Tulliusz Cyceron

kłamstwo podyktowane potrzebą chwili. Że będąc przy
zdrowych zmysłach, ja, wolny i niczym nieskrępowany człowiek, wymy-
śliłem sobie coś tylko po to, aby się wydawało, że wskutek dobrodziejstwa
wyświadczonego mi przez Plancjusza mam całkowicie związane ręce. Cóż?
Czy podejmując się obrony Plancjusza nie miałem po temu dość licznych
i słusznych powodów wynikających z zażyłych stosunków, sąsiedztwa
i przyjaźni, jaką żywię dla jego ojca? A nawet gdybym ich nie miał, też mi,
zaiste, powód do obawy, że ściągnę na siebie hańbę obroną tak znakomi-
tego i godnego człowieka! Musiałbym rzeczywiście bardzo sprytnie wymy-
ślić powód podając, że wszystko zawdzięczam człowiekowi, który mnie jest
winien wdzięczność. A przecież nawet prości żołnierze niechętnie nadają
komuś wieniec obywatelski101, przyznając w ten sposób, że ich ten czło-
wiek ocalił, i to nie dlatego, żeby dla żołnierza było rzeczą haniebną być
wyrwanym pod osłoną tarczy z rąk wroga — może się to przytrafić jedynie
dzielnemu żołnierzowi, co się wręcz potyka — ale dlatego, że boją się cię-
żaru dobrodziejstwa, bo wielka to rzecz zawdzięczać obcemu człowiekowi
to samo, co ojcu. I kiedy inni ludzie przemilczają prawdziwe dobrodziejstwa,
nawet pomniejsze, by nie stwarzać pozoru, że są zobowiązani, ja wymyślam,
100 Tzn. rok 58, kiedy Publiusz Klodiusz, zaciekły wróg Cycerona i sprawca jego


Strony: