Mowa w obronie Plancjusza

Autor: Marek Tulliusz Cyceron

na ten
temat doszło do zaburzeń, które twardą ręką stłumił ówczesny konsul Lucjusz Opimiusz.
że mnie nie pozwolił zamordować. W tym miejscu, Kassjuszu, oczyściłeś
moich wrogów twierdząc, że oni nie godzili na moje życie. To samo twier-
dził Laterensis. Toteż trochę później powiem więcej na ten temat. Ciebie
pytam tylko, czy twoim zdaniem mało nienawiści żywili do mnie moi
wrogowie? Czy kiedykolwiek jacyś barbarzyńcy ziali wobec wroga rów-
nie gwałtowną i okrutną nienawiścią? Czy bali się choć trochę opinii pu-
blicznej czy kary ludzie, których widziałeś przez cały ten rok100 kręcą-
cych się po rynku z bronią w ręku, podpalających świątynie, dopuszcza-
jących się w mieście gwałtów? A może sądzisz, że darowali mi życie,
ponieważ byli całkowicie spokojni, że nie wrócę? Czy według ciebie był
ktoś na tyle pozbawiony rozumu, by wątpił, że jeśli żyć będę, wrócę, jak
długo żyją ci, co nas słuchają, jak długo istnieje miasto i senat. Będąc takim
człowiekiem i obywatelem, nie powinieneś głośno mówić, że na moje życie,
ocalone przez wiernych przyjaciół, nie czyhali wrogowie, bo ich wstrzy-
mywały względy uczciwości.
Odpowiem ci teraz, Laterensie, może mniej gwałtownie, niż ty mnie
wyzwałeś, ale zapewne z nie mniejszą rozwagą i nie mniej przyjaźnie.
W pierwszym rzędzie przykro mnie dotknął twój zarzut, że to, co mówię
o Plancjuszu, to


Strony: