Mowa w obronie Plancjusza
Autor: Marek Tulliusz Cyceron
choć nie stronie od badań
starożytności, słyszałem o tym po raz pierwszy tutaj z twoich ust. Ponie-
waż mowa twoja była bardzo wytworna i dowcipna, godna wykształco-
nego i skromnego ekwity rzymskiego, ponieważ sędziowie, słuchając jej,
wyrazili uznanie dla twego talentu i wykształcenia, odpowiem na nią,
zwłaszcza że w większej części dotyczyła mojej osoby. Jeżeli nawet zna-
lazły się tam jakieś uszczypliwe słowa pod moim adresem, nie sprawiły mi
one przykrości. Postawiłeś mi pytanie, czy moim zdaniem droga do zdo-
bycia urzędów była łatwiejsza dla mnie jako syna ekwity rzymskiego, czy
też łatwiejsza będzie dla mego syna79 pochodzącego z rodziny, która już
piastowała urząd konsula. Ja jednak, choć życzę mu wszystkiego najlep-
szego jeszcze goręcej niż sobie, nigdy nie chciałem, by miał łatwiejszy ode
mnie dostęp do urzędów. I by przypadkiem nie sądził, że ja mu zapew-
niłem urzędy zamiast wskazać drogę do ich osiągnięcia, zwykle powtarzam
mu przestrogi — choć jego wiek nie jest jeszcze zdolny do ich przyjęcia
— które swym synom powtarzał ów król zrodzony z Jowisza80: „Trzeba
zawsze czuwać: wiele niebezpieczeństw grozi dobrym ludziom". Znacie
koniec tego wiersza, nieprawdaż? „To, czego wielu zazdrości". Napisał te
słowa wielki, utalentowany poeta nie po to, żeby owych synów królew-
skich, których już nie było, ale nas i nasze dzieci zachęcić do
starożytności, słyszałem o tym po raz pierwszy tutaj z twoich ust. Ponie-
waż mowa twoja była bardzo wytworna i dowcipna, godna wykształco-
nego i skromnego ekwity rzymskiego, ponieważ sędziowie, słuchając jej,
wyrazili uznanie dla twego talentu i wykształcenia, odpowiem na nią,
zwłaszcza że w większej części dotyczyła mojej osoby. Jeżeli nawet zna-
lazły się tam jakieś uszczypliwe słowa pod moim adresem, nie sprawiły mi
one przykrości. Postawiłeś mi pytanie, czy moim zdaniem droga do zdo-
bycia urzędów była łatwiejsza dla mnie jako syna ekwity rzymskiego, czy
też łatwiejsza będzie dla mego syna79 pochodzącego z rodziny, która już
piastowała urząd konsula. Ja jednak, choć życzę mu wszystkiego najlep-
szego jeszcze goręcej niż sobie, nigdy nie chciałem, by miał łatwiejszy ode
mnie dostęp do urzędów. I by przypadkiem nie sądził, że ja mu zapew-
niłem urzędy zamiast wskazać drogę do ich osiągnięcia, zwykle powtarzam
mu przestrogi — choć jego wiek nie jest jeszcze zdolny do ich przyjęcia
— które swym synom powtarzał ów król zrodzony z Jowisza80: „Trzeba
zawsze czuwać: wiele niebezpieczeństw grozi dobrym ludziom". Znacie
koniec tego wiersza, nieprawdaż? „To, czego wielu zazdrości". Napisał te
słowa wielki, utalentowany poeta nie po to, żeby owych synów królew-
skich, których już nie było, ale nas i nasze dzieci zachęcić do
Strony: