Mowa w obronie Plancjusza

Autor: Marek Tulliusz Cyceron

/> sędziowie, pewne i wyraźne wskazówki, oto dowody szlachetności nie
upstrzone bezwartościowymi ozdobami retorycznymi, ale znaczone rodzi-
mymi cechami prawdy. Próżną jest rzeczą nadskakiwanie i schlebianie lu-
dowi. Można tę sztukę dostrzec, ale nie można jej dotknąć. Jest widoczna
z daleka, ale nie można jej wziąć do rąk. Czyż więc dziwisz się, że został
edylem człowiek pełen zalet tak w życiu publicznym, jak i prywatnym,
człowiek, który ustępuje ci tylko pod niektórymi względami — mam na
myśli ród i nazwisko — a góruje nad tobą czym innym: sympatią, jaką budzi
w miastach municypalnych, wśród swoich sąsiadów i towarzystw handlo-
wych, i wspomnieniem moich nieszczęść. Dorównuje ci nadto odwagą,
nieskazitelnym charakterem i skromnością. Czy blask takiego życia chcesz
splamić twoimi zarzutami? Zarzucasz mu cudzołóstwa, których nikt nie
może poprzeć nie tylko żadnym nazwiskiem, ale nawet żadnym określonym
podejrzeniem. Nazywasz go bigamistą, zmyślając nie tylko zarzuty, ale nawet
ich nazwy. Twierdzisz, że dla dogodzenia namiętności zabrał ze sobą kogoś
na prowincję. To nie zarzut, ale obelżywe kłamstwo, które ci uchodzi bez-
karnie. „Porwał jakąś aktorkę mimiczną". Podobno zrobił to we wczesnej
46 Lucjusz Apulejusz Saturninus — wspomniany wyżej propretor Macedonii od r. 58.
47 Cyceron ma tu na myśli trybunów z 57 r., z których 8 stanęło w obronie


Strony: