Mowa w obronie Plancjusza

Autor: Marek Tulliusz Cyceron

/> Drodze Appijskiej.
urzędu jego przyjaźń, współczucie i wyświadczona mi przysługa; to, że mnie
przyjął, wspomógł i otoczył opieką, kiedym częściowo siłą wypędzony,
częściowo z rozumnych pobudek ustępował, że mnie zachował dla senatu
i narodu rzymskiego, aby ten mógł mnie odwołać?
Zasługi, o których wspominałem, mogły być, zaiste, pokrywką dla błę-
dów Gnejusza Plancjusza. Nie dziw się jednak, że i jego życie, o którym teraz
powiem, nosiło wiele niezwykłych cech, które mu pomogły przy zdobywa-
niu urzędu. Jako młody chłopiec pojechał do Afryki z Aulusem Torkwa-
tem 38. Ten znakomity, szanowany, godny wszelkiej czci i pochwał obywa-
tel pokochał go tak, jak się tego domagały wspólne życie i czystość obycza-
jów tego bardzo skromnego młodzieńca. Gdyby był tutaj, poświadczyłby to
nie mniej, jak obecny tu jego brat stryjeczny i teść, Tytus Torkwatus39. Ten
ostatni dorównuje mu męstwem i sławą. Wiążą go z nim bardzo ścisłe węzły
przyjaźni i pokrewieństwa, a nadto takiej miłości, że tamte przyczyny
przyjaźni wydają się błahe. Był potem na Krecie jako towarzysz obozowy
swego krewnego Saturnina40. Był w wojsku obecnego tu Kwintusa Metel-
lusa41. Zjednawszy sobie uznanie Metellusa, którym do dzisiaj się cieszy, ma
prawo się spodziewać, że u wszystkich znajdzie poparcie. Legatem w tej
prowincji był Gajusz Sacerdos42. Co za odwaga w tym człowieku, jaki

Strony: