Mowa w obronie Plancjusza

Autor: Marek Tulliusz Cyceron

/> skaniu urzędu? W jego gronie skupia się kwiat ekwitów rzymskich, najzna-
komitsi obywatele stanowiący podporę rzeczypospolitej. Czy znajdzie się
ktoś, kto zaprzeczy, że stan ten szczególnie popierał Plancjusza w jego sta-
raniach o urząd? I słusznie. Bo ojciec jego dawno już zajmował pierwsze
miejsce wśród dzierżawców podatkowych, bo był przez nich szczególnie
lubiany, bo ich o to bardzo usilnie prosił, bo wstawiał się za synem, bo wie-
dziano o wielkich przysługach wyświadczonych przez niego temu stanowi
w czasie sprawowania kwestur i trybunatu, wreszcie dlatego, iż wierzyli, że
przez jego wyniesienie przynoszą zaszczyt swemu stanowi i zapewniają
szczęście swym dzieciom.
Poza tym muszę, aczkolwiek nieśmiało, powiedzieć, że i ja się trochę do
tego przyczyniłem, nie pieniędzmi, nie budzącą zawiść wziętością ani wy-
wołującymi opór wpływami, lecz przypomnieniem wyświadczonego mi
dobrodziejstwa, serdeczną odezwą i prośbami. Zwracałem się do ludu z po-
szczególnych dzielnic i pokornie go błagałem. Prosiłem, zaiste, nawet tych,
co mi się dobrowolnie ofiarowywali, co się sami zgłaszali z obietnicami. Prze-
ważyła przyczyna prośby, a nie mój wpływ. Nie jestem zarozumiały twier-
dząc, że mój wpływ przeważył, jeżeli w sprawie innego kandydata znako-
mity obywatel, którego prośbie w żadnym wypadku nie można odmówić,
nic, jak powiadasz, nie uzyskał36. Bo pomijając


Strony: