Mowa w obronie Plancjusza
Autor: Marek Tulliusz Cyceron
/>
dobne bezkresnemu i głębokiemu morzu burzą się jakby pod wpływem
jakiejś nawałnicy i do jednych docierają, a innych pomijają, to czyż wśród
takiego starcia się sympatii, przy takim poruszeniu namiętności będziemy
dopatrywać się jakiegoś umiaru i rozsądnej decyzji? Toteż nie żądaj ode
mnie, Laterensie, bym między wami dwoma przeprowadzał porównanie.
Jeżeli bowiem ludowi miła jest tabliczka wyborcza, która odsłania ze-
wnętrzne cechy ludzi, a osłania ich myśli, dając im swobodę postępowa-
nia według własnej woli i obiecywania tego, o co są proszeni, to dlaczego
żądasz, żeby tu w sądzie działo się to, co się nie zdarza na polu wybor-
czym? Jakże to trudno powiedzieć: „Ten godniejszy, niż tamten!" Jakże
więc jest sprawiedliwiej? Myślę, że tak: „Tego wybrano". Bo tylko o to
tu chodzi, i to wystarcza sędziemu. „A dlaczego wybrano jego, a nie mnie?"
Nie wiem, nie powiem, albo wreszcie, co by mi najtrudniej przeszło przez
gardło, co bym jednak mógł powiedzieć bez szkody dla sprawy: „Stało się
to niesłusznie". Ale co ci przyjdzie z tego, że chwycę się ostatecznego środka
obrony i oświadczę, że lud postąpił tak, jak chciał, a nie tak, jak powinien
był postąpić.
No więc co, Laterensie? Jeżeli bronię decyzji ludu twierdząc, że Gnejusz
Plancjusz nie wkręcił się na urząd, ale zdobył go drogą, która zawsze stała
otworem dla ludzi pochodzących z naszego
jakiejś nawałnicy i do jednych docierają, a innych pomijają, to czyż wśród
takiego starcia się sympatii, przy takim poruszeniu namiętności będziemy
dopatrywać się jakiegoś umiaru i rozsądnej decyzji? Toteż nie żądaj ode
mnie, Laterensie, bym między wami dwoma przeprowadzał porównanie.
Jeżeli bowiem ludowi miła jest tabliczka wyborcza, która odsłania ze-
wnętrzne cechy ludzi, a osłania ich myśli, dając im swobodę postępowa-
nia według własnej woli i obiecywania tego, o co są proszeni, to dlaczego
żądasz, żeby tu w sądzie działo się to, co się nie zdarza na polu wybor-
czym? Jakże to trudno powiedzieć: „Ten godniejszy, niż tamten!" Jakże
więc jest sprawiedliwiej? Myślę, że tak: „Tego wybrano". Bo tylko o to
tu chodzi, i to wystarcza sędziemu. „A dlaczego wybrano jego, a nie mnie?"
Nie wiem, nie powiem, albo wreszcie, co by mi najtrudniej przeszło przez
gardło, co bym jednak mógł powiedzieć bez szkody dla sprawy: „Stało się
to niesłusznie". Ale co ci przyjdzie z tego, że chwycę się ostatecznego środka
obrony i oświadczę, że lud postąpił tak, jak chciał, a nie tak, jak powinien
był postąpić.
No więc co, Laterensie? Jeżeli bronię decyzji ludu twierdząc, że Gnejusz
Plancjusz nie wkręcił się na urząd, ale zdobył go drogą, która zawsze stała
otworem dla ludzi pochodzących z naszego
Strony: