Mowa w obronie Plancjusza

Autor: Marek Tulliusz Cyceron

wprowadzenie lex Publilia.
wodników. Gdybyś był godniejszy od Plancjusza — o niego będę się za
chwilę spierał z tobą tak, by nie narazić twej godności — gdybyś nawet
był godniejszy od niego, wina nie leży po stronie współzawodnika, który
cię pokonał, ale po stronie ludu, który cię pominął. Dlatego najpierw
musisz wziąć pod uwagę tę okoliczność, że w czasie wyborów, zwłaszcza
na edyla, nie decyduje chłodny sąd ludu, ale jego sympatia, że głosy zdo-
bywa się pochlebstwem, a nie istotną zasługą, że głosujący częściej biorą
pod uwagę osobiste zobowiązania wobec danego kandydata niż to, co mu
się należy od rzeczypospolitej. Jeśli nawet wolisz, by wybór był wynikiem
chłodnego sądu, nie możesz go obalić. Musisz się z nim pogodzić. „Lud
źle zadecydował". Ale zadecydował. „Nie powinien był tego zrobić". Ale
mógł. „Nie zniosę tego". A przecież zniosło to wielu znakomitych i mą-
drych obywateli. Jest to bowiem przywilej wolnych narodów, a w szcze-
gólności naszego, pierwszego na świecie, który panuje zwycięsko nad
wszystkimi ludami, że przy pomocy głosowania może dać lub zabrać
każdemu obywatelowi, co zechce. Do nas, powiadam, należy, do nas,
miotanych burzliwymi przypływami nastrojów ludu, przyjąć spokojnie
jego życzliwość, odzyskać utraconą, utrzymać zdobytą, łagodzić urażoną.
Nasza to rzecz, by nie nadskakiwać ludowi, jeżeli niezbyt cenimy


Strony: