(Att. III 9) Cycero do Attyka
Autor: Marek Tulliusz Cyceron
Tessalonika, 13 czerwca r. 58
1. Brat mój Kwintus wyjechał z Azji przed l maja i przybył do Aten 15 maja; musiał się bardzo spieszyć, aby w jego nieobecności nie spadła na niego jaka klęska1, o ile by się znalazł ktoś, komu nie byłoby dosyć moich nieszczęść. Dlatego wolałem, żeby pospieszył do Rzymu, niż żeby przyjeżdżał do mnie. Zarazem też (powiem ci prawdę, a będziesz mógł zdać sobie sprawę z głębi mego
Por. list 33, przyp. 4.
34. (ATT. III 9)
nieszczęścia) nie byłem w stanie zmusić się, aby ujrzeć w takim smutku jego, co tak mnie kocha i jest taki wraż-liwy; nie chciałem okazywać mu nędzy mego położenia, mego utraconego szczęścia, i pozwalać mu patrzeć na siebie w takiej biedzie. Obawiałem się również — a to by się na pewno stało — że nie mógłby się potem rozstać ze mną. Widziałem oczyma wyobraźni scenę, gdy on miałby odesłać swoich liktorów 2, albo gdy przemocą wyrwano by go z mych objęć. Uniknąłem tego cierpienia przy pomocy innego: wyrzekłem się widzenia z bratem. Do tego zmusiliście mnie wy, coście sprawili, że żyję. Płacę teraz karę za swą winę.
2. List twój podtrzymuje mnie co prawda trochę na duchu: doskonale zeń widzę, w jakim stopniu ty sam ży-wisz nadzieję; zawierał on wprawdzie nieco pociechy, ale tylko do miejsca, gdzie, Pomponiuszu, dodałeś tę radę: „Teraz staraj się zjednać Hortensjusza i innych tego rodzaju ludzi". Zaklinam cię, kochany Pomponiuszu, powiedz, czy jeszcze nie
1. Brat mój Kwintus wyjechał z Azji przed l maja i przybył do Aten 15 maja; musiał się bardzo spieszyć, aby w jego nieobecności nie spadła na niego jaka klęska1, o ile by się znalazł ktoś, komu nie byłoby dosyć moich nieszczęść. Dlatego wolałem, żeby pospieszył do Rzymu, niż żeby przyjeżdżał do mnie. Zarazem też (powiem ci prawdę, a będziesz mógł zdać sobie sprawę z głębi mego
Por. list 33, przyp. 4.
34. (ATT. III 9)
nieszczęścia) nie byłem w stanie zmusić się, aby ujrzeć w takim smutku jego, co tak mnie kocha i jest taki wraż-liwy; nie chciałem okazywać mu nędzy mego położenia, mego utraconego szczęścia, i pozwalać mu patrzeć na siebie w takiej biedzie. Obawiałem się również — a to by się na pewno stało — że nie mógłby się potem rozstać ze mną. Widziałem oczyma wyobraźni scenę, gdy on miałby odesłać swoich liktorów 2, albo gdy przemocą wyrwano by go z mych objęć. Uniknąłem tego cierpienia przy pomocy innego: wyrzekłem się widzenia z bratem. Do tego zmusiliście mnie wy, coście sprawili, że żyję. Płacę teraz karę za swą winę.
2. List twój podtrzymuje mnie co prawda trochę na duchu: doskonale zeń widzę, w jakim stopniu ty sam ży-wisz nadzieję; zawierał on wprawdzie nieco pociechy, ale tylko do miejsca, gdzie, Pomponiuszu, dodałeś tę radę: „Teraz staraj się zjednać Hortensjusza i innych tego rodzaju ludzi". Zaklinam cię, kochany Pomponiuszu, powiedz, czy jeszcze nie
Strony: